Wzloty i upadki każdej babki.

Macie czasami dni, że patrząc w lustro widzicie cudną buzię, zgrabną figurę, idealnie leżące spodnie? Wstajecie zdecydowanie prawą nogą, a nawet obiema prawymi:)? Też tak mam!!! Niestety miewam też w drugą stronę…

Do dziś nie widzę absolutnie żadnej zależności. Wcale to nie musi być piątek, ani dzień wypłaty. Po prostu ludzie dookoła, pogoda i coś wewnętrznego sprawia, że kwitnę. I jest mi błogo. Budzę się z uśmiechem, mimo, że jest siódma rano. Ewcia sama myje zęby i całkiem sprawnie się ubiera. Kiedy ogarniam się do pracy – odpowiednie ciuchy od razu wpadają mi w ręce. A co ważniejsze – fajnie w nich wyglądam, spodnie nawet są tak jakby za luźne. Juhu! Jak wyciągam z szuflady podkład, to właściwe stwierdzam, że go nie potrzebuję (serio?!). Kiedy wsiadamy do samochodu, od razu trafiam na jedną z „moich” piosenek. Śpiewam ją sobie, a Ewcia się buja w rytm muzyki. Po drodze jakoś mniej samochodów i same zielone światła. Zostawiam Ewę u Taty, Ona daje mi buziaka i mówi: „Mamusiu, jedź ośoźnie”. Po wejściu do pracy włączam kompa – a tam zero nowych wiadomości. Telefon dzwoni dopiero ok. 11. I to bardzo miły telefon, bo Pan po drugiej stronie jest zachwycony systemem, w którym pracuje i bardzo mi dziękuje za pomoc. Kanapki zrobione przez męża są z ogórkiem kiszonym (juhuuuuu!). Wychodzę z pracy o 15:59. Odbieram Ewcię uśmiechniętą i radosną. Przy okazji sprawdzam kupon totolotka, którego puszczam dwa razy w roku. I wygrywam – szalone 3 zł, ale to zawsze coś:)))! W domu jest już mąż. Jest nawet obiad! I to na stole! Wychodzimy sobie do ogrodu, Ewa biega, skacze, jeździ z lalą w wózku, jeździ na rowerze, jeździ ze swoją kosiarką, zjeżdża, puszcza bańki – ewidentnie też ma dobry dzień. My leżymy na leżakach w półcieniu – chociaż ja wolę w półsłońcu:), jemy winogrona, albo chipsy. Wieczorem Ewa się kąpie i idzie automatycznie spać. A my dalej siedzimy na tarasie, gadamy, pijemy piwko, albo herbatę (w zależności od tego jak jest zimno), słuchamy świerszczy, żab, ptaków i innych odgłosów natury… Uwielbiam toooooo.

Kiedy jest kilka takich superdni, to w końcu musi się zdarzyć przysłowiowy piętek trzynastego. Jest mi wtedy źle. Bardzo źle. Siódma rano to dla mnie środek nocy. Ewa się buntuje, bo chce jeszcze spać. W sumie to ja też. Jak już uda się ją ubrać, to poszukuję ubrań dla siebie: ulubione spodnie w praniu, koszula do prasowania, nawet skarpetek nie mogę znaleźć. Ubieram się w cokolwiek – wyglądam w tym tragicznie. Lepiej nie patrzeć zbyt długo w lustro. Wracam do łazienki na mejkap: podkład nie daje rady z nowym gigapryszczem, rzęsom nawet tusz nie pomaga, włosy do farbowania, mycia i modelowania (najłatwiej związać w kucyk). Szukam kluczyków, znowu prawie spóźniona do pracy – są w wózeczku z lalką Ewy (WTF?!?). Ewa ubrała sobie sandały, a na dworze tylko dwa stopnie na plusie i za nic nie chce ich zdjąć. Samochód nie chce odpalić. Ewcia nie chce do dziadka tylko ze mną do pracy – ryczy. Zostawiam Ją u Taty z myślą, że na pewno by mi w pracy pomagała! Po drodze jakiś wypadek, objazd, korek. Wchodzę do biura, a tu niespodzianka! Komputer odpala się 30 minut, aktualizuje, konfiguruje coś tam robi. W końcu się włącza. Oddzwaniam na 10 numerów, które w międzyczasie się dobijały. Dopiero ok. 11 otwieram pocztę, a tam 16 maili. I już mam ochotę ją zamknąć. Z pracy wybiegam o 16:20; stoję na wszystkich czerwonych światłach. Ewa czeka z Tatą na dworze, ale ona woli pokierować, niż wsiadać do fotelika – i robi aferę. W domu nie ma obiadu – robię tosty. Na dworze albo zimno, albo wybitnie dużo robali lata. Siedzimy w domu, Ewka chce czytać, ale pól minuty. Chce rysować, ale minutę, Chce przebrać lalkę, ale jak tylko ściągnie jej czapkę, to leci układać klocki. Boże – ona jest jakieś nadpobudliwa! Mąż łaskawie wraca z pracy i oświadcza, że na 19 idzie na kolację służbową. Myślę: „Super! SPADAJ!”. Kąpię Ewę i kładę spać. A ona akurat dziś ma dzień krzyków i jęków. OMG – niech już zaśnie! Po 40 minutach zasypia. Ja też idę spać – nawet na fejsa nie wchodzę, żeby nie załamać się szczęściem innych ludzi. Oby jutro było lepiej.

Piszę to tylko po to, żeby Wam uświadomić, że każda z nas tak ma. Są dni kiedy bije od nas jakiś magiczny blask. Jesteśmy ładne. I zorganizowane. Po prostu boskie. A inni ludzie też jakoś życzliwiej na nas patrzą. Ale dla równowagi: bywają też chwile, kiedy niebo wydaje się szare. Złamałyśmy „nowozrobiony” paznokieć. Włosy na nogach szybciej odrastają:( – po prostu na złość. I wszyscy dookoła mogliby się nie odzywać, żeby nas bardziej nie rozdrażnić. Co dziwne, podczas pisania tego posta zauważyłam, że dużo łatwiej pisać, mówić i czuć te negatywne emocje… Naprawdę część o „złym” dniu była dużo dłuższa. A może to wszystko zależy od tego, co jest w naszej głowie? Może czas dostrzegać, doceniać i celebrować to, co fajne:) ?! Przecież, kiedy jesteśmy pozytywnie nastawione do wszystkiego, to jest przyjemniej. Łatwiej. Sympatyczniej. No to polecam: pozytywne nastawienie, żeby zminimalizować te nasze „upadki”. Ja postaram się rozpoczynać każdy dzień uśmiechem i jakimś miłym akcentem. Oby się udało:).

One thought on “Wzloty i upadki każdej babki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s