Lato, słońce, opalanie – jednym słowem: WAKACJE!

Oh – jak to przyjemnie brzmi… A jakby dodać do tego jeszcze morza szum? Prawie raj! Dla mnie koniecznie niebo z cudnymi obłoczkami!

O zbawiennym działaniu słońca pisałam tutaj. O naszych wakacjach obiecuję, że napiszę niedługo. Natomiast dzisiejszy post poświęcony będzie ochronie przeciwsłonecznej. Tego, że skóra dzieci do 3 roku życia jest trzykrotnie cieńsza od naszej jesteśmy świadomi. Wiemy też, że skóra maluchów nie umie się tak dobrze bronić przed wszystkim, co złe jak nasza – dorosła. To, co złe w korzystanie ze słońca, to nie tylko lekkie zabarwienie ciałka na brązowo, ale też szybsze starzenie się skóry, czasem poparzenia oraz przebarwienia prowadzące niejednokrotnie do zmian nowotworowych. Tak, jak delikatna jest skóra niemowląt i dzieci, tak samo wrażliwa jest nasza twarz, szyja i dekolt. Chrońmy tę strefę i dbajmy. W jaki sposób? Prócz standardowych zabiegów oczyszczających i upiększających – stosujmy krem z filtrem! Dlaczego? Przede wszystkim dla własnego bezpieczeństwa. No i oczywiście dla urody!

W naszej rodzinie, odkąd pojawiła się w moim brzuchu Ewa postawiliśmy na kosmetyki marki Mustela. Farmaceutka poleciła mi produkty przeciw rozstępom, ujędrniające – takie dla kobiet w ciąży. Markę tę poznaliśmy jeszcze lepiej w szpitalu, po urodzeniu Ewci, co było dla nas wyznacznikiem jakości. Zaufaliśmy jej. Wracając do słonecznych tematów, mleczko przeciwsłoneczne SPF 50+ Mustela Sun Care towarzyszy nam od pierwszych wakacji Ewci. Głównym jego atutem było to, że jest tak delikatne, że można je stosować u noworodków! Etykieta „od pierwszych dni życia”, mówi zdecydowanie o tym, że jest bezpieczne. Obecnie korzystamy z opakowania o pojemności 40 ml, które jest bardzo poręczne nawet dla małych rączek samodzielnej prawie 3-latki. Dostępne są również bardziej ekonomiczne opakowania. Jeśli chodzi o jego skład, to nie zawiera parabenów, alkoholu, ani barwników, w większości składa się z wody. Zawiera łagodne avocado. Jest również wodoodporne, co ułatwia korzystanie z niego podczas szalonych zabaw w ogrodowym basenie, nad jeziorem lub nadmorskiej plaży.

Mleczko posiada wygodny aplikator – pozwalający dozować odpowiednią dawkę kosmetyku. Jest bardzo wydajne – wystarczy mała kropla to posmarowania całej twarzy (nawet mojej dorosłej). Samo mleczko jest dość płynne, natomiast nie przeszkadza to w aplikacji. Jest bezzapachowe. Podczas rozsmarowywania nie pozostawia białej warstwy na ciele, mimo tak wysokiej ochrony (50 SPF). Wchłania się błyskawicznie, co jest bardzo pożądane, przy biegającym  maluchu. No i rzeczywiście chroni – Ewcia jest bezpieczna – a to jest dla mnie najważniejsze.

Jako, że marka Mustela jest profesjonalistą w ochronie przeciwsłonecznej zadbała również o bransoletkę kontrolującą bezpieczeństwo ekspozycji na promieniowanie. Po wewnętrznej jej stronie jest możliwość wpisania danych kontaktowych opiekuna. Moim zdaniem – superprzydatny gadżet.

Aha – jeszcze jeden aspekt: cena. Nasze opakowanie kosztowało ok. 30 zł. Jest to dość dużo, jak na 40 ml. Ale wiadomo, że za dobrą jakość się płaci. Z resztą my na zdrowiu i bezpieczeństwie dziecka nie oszczędzamy.

Podsumowując: polecam i zachęcam do każdej ochrony przeciwsłonecznej. Kremy z filtrem, mleczka ochronne, spraye po opalaniu! Nakładamy je na ok. 20 min. przed wyjściem na słońce. Po ok. dwóch godzinach poprawiamy:). To, że jesteśmy w cieniu, wcale nie znaczy, że promieniowanie nas nie dotyczy. Smarujemy się nawet w cieniu. Unikamy słońca ok. południa – jest wtedy najbardziej niebezpieczne.  Nie zapominamy też o nakryciach głowy: kapeluszach, chustkach i czapeczkach z daszkiem – są nie tylko modnymi dodatkami, ale też chronią przed wnikaniem szkodliwych promieni.

Tak więc: udanych, słonecznych i bezpieczonych wakacji Wam i Waszym dzieciom życzę!

 

Post powstał przy współpracy z marką Mustela. 

One thought on “Lato, słońce, opalanie – jednym słowem: WAKACJE!

  1. Używałam sporo kosmetyków Musteli, począwszy od serum przeciw rozstępom, przez kosmetyki do pielęgnacji skóry dzieci, aż po serię do opalania. Owszem, nie należą do najtańszych, ale są warte każdej wydanej złotówki. Zresztą, jak się dobrze poszpera w internecie, to można trafić na fajne promocje. Ja zazwyczaj kupowałam w Melissie.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s