Mój przedszkolak ze stażem.

Nie do wiary, że minęły już ponad dwa miesiące od pierwszego września!!

Nasza Ewcia jest już prawdziwym przedszkolakiem. Z dwumiesięcznym stażem. Dzielnym. Wesołym. Śpiewającym tonę piosenek. I na szczęście już niepłaczącym. Pamiętacie, jakiego miałam stracha przed wielkim dniem?

Po pierwszym dniu- to wszystko co mnie przerażało wydawało mi się zupełnie niepotrzebne i bardziej wyobrażone, niż realne. „Tydzień startowy” był super. Odprowadzałam Ewę do przedszkola. Samodzielnie przebierała buty na kapcie. Wesoło wchodziła do sali. Z uśmiechem witała się z Panią i dziećmi. Kolejne dni były zdecydowanie trudniejsze. I smutniejsze. Dla mnie – wręcz traumatyczne. Nie jestem trzęsącą się nad Nią, nadopiekuńczą matką, ale Jej płacz uzupełnił się idealnie z moimi hormonowymi, pierwszotrymestrowymi emocjami i było źle. Bardzo źle. Jak tylko Ewa zapłakana odczepiała się od mojej nogi i wchodziła do sali, to ja-  dorosła matka, wpadałam w taką histerię, że nie umiałam się opanować! Łzy ciekły po policzkach, gile leciały z nosa – tragedia. Na szczęście, po drodze do pracy udawało mi się to wszystko opanować i jako tako dalej funkcjonować. Postanowiłam (no dobra -postawiłam męża przed faktem dokonanym), że Marcin, jako ten bardziej „twardy”, będzie Ewcię odstawiał rano do przedszkola. Dla mnie było to wybawieniem, a On jakoś sobie po męsku z tym radził. Ewka miewała trudne dni, smutne i zapłakane. Ale na szczęście, w miarę upływającego czasu, coraz częściej przeplatały się one z tymi lepszymi, pogodnymi i wesołymi. I tak po trzytygodniowym rytuale z tatą, ustaleniu, że po przebraniu się w szatni idą razem do sali, przed salą mają „potulenie” i buziaka – Ewcia wchodzi do sali. Prawie zawsze trafia akurat na jakąś wspólną zabawę (np.: poranną piosenkę w kółeczku), co od razu wprawia ją w przedszkolny nastrój. I jest dużo łatwiej. Na szczęście:)! Miewa czasami dni na nie – jak prawdziwa kobieta. Są to pojedyncze i chwilowe fochy i najczęściej po szybkim przypomnieniu, że na śniadanie będą płatki i kawa z mlekiem, i że będzie też Julka, Nadia, Patrycja, Adaś, Natan, albo ktoś inny, i że chyba dziś będą przyklejać coś KLEJEM, albo bawić się plasteliną – od razu zmienia jej się nastawienie.

Panie są bardzo kreatywne – albo po prostu trafiły nam się Panie z powołania. Prawdziwe „pedagożki”. W szatni często czekają rysunki, wyklejanki, trafił się nawet naszyjnik z pomalowanego makaronu. Ewy urodzinki obchodzone były w przedszkolu czekoladkami i wesołym „Sto lat”. Ewa dostała tez laurkę i przeoryginalną koronę (zrobioną z papierków od kinderczekoladek)! Dzieci mają mnóstwo aktywności – to pewnie normalne. Natomiast dla mnie to „świeża” sprawa, dlatego jestem pod wielkim wrażeniem przedszkolnych atrakcji. Jesteśmy już też po pasowaniu na przedszkolaka. Jednocześnie odbyła się uroczystość nadania nazwy grupie 3-latków. Są MOTYLKAMI. Oh – co to było za wydarzenie:)?! Bardzo ładnie przygotowane przez Panie nauczycielki. I przepięknie zaprezentowane przez uroczych 3-latków.

Na szczęście jest coraz lepiej:). I oby tak dalej…

 

2 thoughts on “Mój przedszkolak ze stażem.

  1. U nas przedszkole niestety kończy się chorowaniem. Mała też poszła od września, ale pochodzi ze dwa tygodnie i już coś łapie. Pracujemy teraz nad odpornością, ale niestety różowo nie jest. Najgorzej z katarem. Masz jakieś sprawdzone metody na przeziębienia i katar? Czy Twoja córcia też się tak zaraża od innych dzieciaczków?

    Polubione przez 1 osoba

    1. U nas pierwsze dwa miesiące bez choróbska. Później 10 dni w domu z katarem i obrzydliwym mokrym kaszlem. Nie mam niestety złotych metod. Trzymam się kilku zasad: katar to nie choroba. Jak tylko się pojawi to robimy inhalacje z soli fizjologicznej (co najmniej raz dziennie) i staram się smarować okolice nosa maścią majerankową – ale z tym jest różnie i zależy czy Ewa współpracuje:)! Jeśli ciężko jej oddychać to na noc plasterek Aromactiv lub do gorącej wody kilka kropelek Olbas Oil. Jak pojawia się kaszel i gorączka – to zaczynam trochę panikować. Próbuję zawsze po domowemu: na „pierwszy” ból gardła :Tantum Verde, syrop z cytryny, miodu, czosnku i imbiru, Neosine, Lipomal. Jeśli przez pierwsze dwa/trzy dni nie ma poprawy, to idę do lekarza i zdaję się na niego. Na szczęscie udało nam się uninąć póki co antybiotyków! Ufam bardzo witaminie C, ale ciężko namówić Ewę do picia. Znalazłam ostatnio w pastylkach do ssania z nienajgorszym składem: Kanguwity (dość drogie i rzadko dostępne – ale polecam). No i podobno przez takie infekcje dziecko nabywa odporności, więc chyba trzeba się uzbroić w cierpliwość i to przetrwać. Polecam też super bloga (trochę konkurencja, ale z humorem i pełnym luzem oraz fachową wiedzą medyczną): http://www.mamalekarz.pl/
      Pozdrawiam i zdrowiaaaa życzę!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s