Czy warto kupić książeczkę sensoryczną?

Może zacznę od tego, że nie jest to post reklamowy. A teraz clue: co to jest:)?

Książeczki sensoryczne, zwane też quiet book, to najczęściej ręcznie robione materiałowe książeczki ze stronami wypełnionymi czymś magicznym (to coś daje każdej stronie cieniutką miękkość podusi). Każda część tej książeczki może być zupełnie z innej planety, można je sobie zaprojektować jak się chce, twórca (zdolny twórca) potrafi wyczarować w niej cuda! Często są reklamowane jako idealny prezent na chrzciny lub na roczek. Jedyny argument idący za tym, że to rzeczywiście dobry prezent dla takiego malucha to to, że są baaardzo kolorowe. Natomiast, gdy zajrzymy do środka, to zdecydowanie roczne dziecko nie poradzi sobie z zabawami tam ukrytymi. Zadania, a bardziej aktywności, do których zachęca książeczka składają się często z niewielkich elementów, trudno odczepianych, mają cyferki i literki, coś do odpięcia, włożenia, przeplatania… Małe dziecko  w ogóle nie zrozumie o co chodzi, a co gorsza może się nieźle nadenerwować przy próbie wykmienia WTF:)! Ja polecam dla sprawnych manualnie 3-latków.

My zdecydowaliśmy się na zakup książeczki na prezent na trzecie urodziny Ewki. Zanim ostatecznie ją zamówiliśmy, obejrzałam ich w Internecie chyba ze sto. Ostateczna decyzja, ze będzie to właśnie książeczka sensoryczna zapadła dość późno – tydzień przed urodzinami, więc możliwości (i pomysły) mieliśmy ograniczone. Jej zakup uważam za strzał w dziesiątkę. Jest to pierwsza książeczka, z którą mam do czynienia, nie jest idealna – wcale nie uważam się za specjalistkę. Natomiast zdecydowanie wiem, na co warto zwracać szczególną uwagę przy zakupie/projektowaniu/wymyślaniu następnej. Taki mini poradnik poniżej:)!

  1. Czas – zamówienie z odpowiednim wyprzedzeniem. W zależności od ARTYSTY (tak, ludzie, którzy to robią są artystami), na którego się zdecydujecie, czas realizacji może wynosić od tygodnia do nawet miesiąca. Także dobrze jest zapoznać się z dziełami dużo wcześniej, przygotować sobie i AUTOROWI pewien bufor czasowy.
  2. Cena. Powszechnie wiadomo, że niekoniecznie to co jest tanie jest dobrej jakości. W tym przypadku nie do końca się z tym zgodzę. Min. koszt takiej książeczki to 20 zł za stronę. Optymalny: 15-20 zł za stronę. Zdarzają się również TWÓRCY, którzy za jedną stronę życzą sobie nawet 100 zł. Zazwyczaj cennik ten uzależniony jest od ilości fanów na FB, formatu (wymiarów) oraz aktywności jakie udostępnia dana strona. Kiedy ktoś jest początkującym ARTYSTĄ i dopiero zaczyna przygodę z szyciem dla innych, to żąda za swoją pracę dość niewielkiego wynagrodzenia (pewnie faktycznie jest to koszt materiału plus „coś” dla siebie). Prace te są wysokiej jakości, zrobione z najwyższą starannością i dbałością o najmniejszy detal. Osoby z tysiącami lajków na swoich fanpejdżach są „markowe”, mają pewną renomę, nawet własne metki (!), stąd tez każą płacić sobie więcej. Wiadomo – tak działa rynek!
  3. Materiały. Większość elementów do „zabawy” zrobiona jest z filcu oraz delikatnej bawełny. Warto zwrócić uwagę, albo po prostu zapytać, czy któreś z nich można dodatkowo wypełnić (np: żeby jabłuszko było „pulchniejsze”), czy daną zabawkę nie lepiej zrobić z polarku, czy zamiast rzepa można dać guzik…
  4. Kolory. Przy składaniu zamówienia i omawianiu warunków jego realizacji dobrze zaznaczyć, że mimo to, że książeczka jest dla dziewczynki, to chcecie uniknąć stron ociekających różem; albo, ze ulubiony kolor Waszej pociechy to zielony. Dla nas (tzn. dla mnie) kluczowa była żyrafa na stronie tytułowej:)!
  5. Sposób łączenia stron. Najlogiczniejszą i najbardziej trwałą metodą wydawałoby się, że jest zrobienie tego tak, jak wygląda zeszyt. Czyli jedna duża część materiału to okładka i w nią są wkładane kolejnej strony (albo podwójne, tak jak okładka; albo pojedyncze – w zależności od zamówienia). Można też zrobić pojedyncze karty, ułożyć je jako tako tematycznie i wkleić w brzeg, który będzie to wszystko trzymał „w kupie”. Kolejny mój najzwyklejszy pomysł na zebranie tego w ryzy to forma albumowa (dziurki na każdej stronie i mocne związanie czymś stabilnym i nierozciągliwym). W naszym przypadku to ta ostatnia forma – ale nie do końca. Strony połączone są cieniutką gumką, trochę się „rozlewają”, gumka rozciąga się tak, że ostatnio Ewa założyła ją sobie na ramię, a strony wisiały jej w okolicach kolan. To jest jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić, jeśli chodzi o naszą książeczkę.

Najpopularniejsze aktywności zawarte w tego typu książeczkach to:

  • wiązanie butów
  • zaplatanie warkoczy
  • mycie zębów zwierzakowi
  • zbieranie z drzewa/krzewu owoców lub warzyw do kosza
  • ubieranka (dziewczynki lub chłopca)
  • wkładanie prania do pralki i wieszanie na sznurku (przypinanie klamerkami)
  • zakładanie zwierzątek pacynek na paluszek (z pociągu, ze stodoły, z łódki)
  • zapinanie suwaka, klamry, guzików,
  • układanie puzzli 2,4,6- elementowych
  • poznawanie literek
  • poznawanie cyferek
  • dopasowywanie kształtów
  • dopasowywanie kolorów
  • przeplatanki
  • poznawanie godzin – zegar
  • … i cokolwiek sobie jeszcze wymyślicie i zamarzycie – ogranicza Was tylko wyobraźnia i umiejętności osoby, której to zlecicie.

Wiele „krejzimatek” pewnie się tym zachwyci, a inne powiedzą: „no dobra fajne, ale po co?”. No właśnie po to, że taka ZABAWKA wpływa na tyle stref emocjonalnych i rozwojowych dziecka, że szkoda jej nie mieć. Poza umiejętnościami manualno-poznawczymi opisanymi powyżej, dziecko trenuje wyobraźnię. Wiele rzeczy musi sobie w głowie „dorysować”, kiedy któryś element jest szeleszczący, dzwoniący, albo ma nietypową fakturę. Ćwiczy motorykę małą – sprawnie pracuje małymi paluszkami, aby udało mu się wykonać zadanie. Wszelkie guziczki, ozdobniki, sznureczki, przypinanie, odpinanie wymagają też od dziecka dużego skupienia. Uczy się cierpliwości – nie od razu będzie potrafiło zawiązać bucik, ale po kilku/kilkunastu próbach na pewno mu się uda. Zajmuje dziecko na dużo dłużej, niż plastikowy konik, czy jajko-niespodzianka. Książeczka jest lekka (co prawda duża, ale dzięki temu ciekawa) – nie będzie zbyt dużym utrudnieniem w podróży, czy w torebce. Wiadomo, że po coś te nasze babskie torby są takie wielkie:). Oh, mogłabym o tej książeczce pisać i pisać…

Podsumowując: tak, warto! Ja BARDZO POLECAM. Nawet jeśli kosztują 150, czy 250 zł. Jest to prezent na długi czas i świetna spersonalizowana pamiątka! Na pewno bardziej nauczą, rozwiną i zainteresują malucha, niż plastikowe, grające i świecące „cuda”. No i jeszcze jeden – już naprawdę ostatni – superważny aspekt: kupując ją wspieramy polskich producentów- handmakerów , często mamy lub babcie, które tworzą je z wielkim sercem:)! Polecam!

U nas rządzi pranie:))). Zobaczcie sami:))).

PS. Bardzo przepraszam za słabą jakość zdjęć, ale nasza książeczka jest non stop w użyciu i fizycznie nie mam kiedy ich zrobić.

h1

h3

h7a

h4

h5

h6

One thought on “Czy warto kupić książeczkę sensoryczną?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s