Drugie dziecko. Czy rzeczywiście jest łatwiej?

Tak naprawdę to każda ciąża, każdy poród i każde dziecko jest inne. Może podobne. Ale jednak inne. I tak, jak będąc w pierwszej ciąży dużo rzeczy sobie wyobrażałam, idealizowałam i planowałam (np: „będę karmić piersią co najmniej 6 miesięcy”, „moje dziecko nie będzie używało smoczka”, ” będziemy chodzić na długie spacery”), tak będąc w drugiej ciąży wiedziałam, że nic nie da się zaplanować i z góry ustalić. I że to głównie to maleńkie dziecko zdecyduje, jak będzie… Zaznaczę tylko, że po pierwszej ciąży tylko ostatnie z tych moich idealnych wyobrażeń udało się zrealizować:).

Łatwiej jest w czynnościach pielęgnacyjno – ubraniowych, bo jakieś doświadczenie mamy i swój wypracowany system na przewijanie też. Co prawda chłopca przewija się zupełnie inaczej niż dziewczynkę. Jest dużo bardziej niebezpiecznie:) – przez nieokrzesaną sikawkę oczywiście:).

Z drugiej strony jest dużo trudniej, bo ma się kogoś więcej do ogarniania, niż tylko maluszka, na którym chciałoby się skupić uwagę, nie tylko swoją, ale i całego wszechświata. Starsze dziecko wymaga równie dużej uwagi, co maleńkie.  Starałam się każdą wolną chwilę spędzać z Ewą, podczas karmienia razem czytamy książeczki, Ewcia bardzo chętnie pomagała przy braciszku od pierwszych dni. Nigdy jej tego nie zabranialiśmy, mimo jej „oryginalnej delikatności”. HapiDadi również jak zwykle okazał się bardzo pomocny. No i nieocenieni u nas okazali się dziadkowie – z resztą jak zawsze, w kryzysowych sytuacjach:)!

Z jeszcze innej strony ma się większy dystans do wszystkich „dzieciowych” spraw. Wiemy już o wiele więcej, niż przy pierwszym dziecku. Że zapchany nosek to niekoniecznie najgroźniejsza choroba świata, tylko zwykła sapka i sól morska albo nawilżacz w pokoju wystarczą. Że kiedy smoczek spadnie na podłogę to wystarczy go opłukać wodą, a nie wygotowywać pięć minut albo sterylizować. Że nie musi się budzić w nocy co godzinę lub dwie na jedzenie, bo po mamusi lubi spać. Że większość skórnych problemów i wykwitów to nie alergie albo AZS, tylko małe ciałko „uczy się” nowego świata. Że ciemieniucha nie powstaje od niewłaściwej pielęgnacji, czy brudu, tylko z powodu niedojrzałych gruczołów łojowych i zazwyczaj dwie domowe „operacje” z oliwką wystarczą, żeby jej się pozbyć. Że kiedy ulewa to nie ma jakiejś poważnej choroby żołądka lub innych wnętrzności, tylko niedojrzały układ pokarmowy. Że zimne stópki odziedziczyło po mamie, a nie jest mu wiecznie zimno. Że wkłada rączki do buzi nie dlatego, że jest głodne, albo idą mu zęby – poznaje w ten sposób świat. Że nie zawsze musi mieć założoną czapeczkę. Że wszystkie mądrości cioć, babć i „życzliwych” znajomych są g**no warte – bo i tak MAMA wie i czuje najlepiej, czego dziecko potrzebuje.

Podsumowując: no dobra jest trochę łatwiej. Ale jest też zupełnie inaczej. I to w tym wszystkim jest najpiękniejsze!

rączki_Fotor

One thought on “Drugie dziecko. Czy rzeczywiście jest łatwiej?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s